Moje prawo jazdy

21 cze 2019

Hej. Naprawdę długo zastanawiałam się czy napisać tego posta a piszę go w WordPad-zie i nie wiem czy wogóle go opublikuję. Pomysł o tym wpisie zrodził mi się kiedy miałam chyba 2 egzamin, stwierdziłam, że może o tym opowiem (myślałam początkowo o nagraniu filmu), że jest to może dla kogoś ciekawe, może komuś pomogę. Ten wpis wymagał ode mnie odwagi i mam nadzieję, że odbierzecie go pozytywnie 😀 Piszę go 16.06 a nie wiem kiedy go opublikuję i czy wogóle ale jeśli czytacie to znaczy, że jednak się odważyłam. Chciałabym żebyście odebrali go pozytywnie albo chociaż neutralnie.
 Zacznijmy od początku czyli od 1 spotkania z instruktorem 31.01. Dostałam książkę, płytę, zapłaciłam i miałam przygotować się do egzaminu teoretycznego. Na wykładach byłam 2 razy ale szczerze miałam je kompletnie gdzieś dlatego, że jestem samoukiem i wolę uczyć się na swój sposób. Uczyłam się tylko i wyłącznie z płyty SPH CREDO i pomagałam sobie książką jak czegoś nie wiedziałam.
 Na egzamin państwowy pojechałam miesiąc później czyli 1 marca, byłam gotowa po tygodniu ale nie pasował mi termin i musiałam go zmienić. Zdałam za 1 razem na 73 punkty (max. można uzyskać 74). Wkońcu jazdy, czekałam na nie najbardziej, wiadomo.
 7 marca miałam pierwsze jazdy. Nigdy wcześniej nie prowadziłam samochodu więc byłam kompletnie zielona, jedyne co wiedziałam to gdzie są pedały. Wsiadłam do samochodu - na miejsce kierowcy (!) i ruszyłam. Instruktor we wszystkim mi pomagał, oczywiście wcześniej wszystko wytłumaczył jak co działa. Jazdy się skończyły, umówiliśmy się na kolejne i tak zleciało do 9 kwietnia. W ten dzień miałam egzamin wewnętrzny a 24.04 pierwszy egzamin praktyczny przed którym oczywiście jeszcze miałam jazdy. Jak go wspominam?
 24.04.2019r. godzina 5:30 i w drogę. Egzamin na 7 rano, stres niesamowity ale pozytywne nastawienie (najważniejsze!). Pan egzaminator wywołał moje nazwisko. Bardzo sympatyczny Pan, uśmiechnięty. Do tego genialna pogoda. Odrazu zapomniałam o stresie-SERIO! Ładnie, na luzie pokazałam wszystko co miałam pokazać, pod maską i światła. Jedziemy na łuk, zrobiony idealnie, bezstresowo, wzniesienie. Zgasł mi samochód, tylko dlatego, że nie spojrzałam na obroty ale Pan spokojnym głosem powiedział mi, że mam drugą próbę. Zrobiłam na luziku i jazda na miasto. Jeździłam +- 40 min, bardzo prostą trasą, wracałam juz do WORD-u ale nagle inny kierowca perfidnie wymusił mi pierwszeństwo przejazdu, Egzaminator go strąbił ale ja zestresowałam się na tyle, że nie zauważyłam czerwonego światła i przejechałam. Widziałam tylko znak ustąp pierwszeństwa przy którym się zatrzymałam, kawałek za światłami. Na tyle byłam zestresowana i myślałam o sytuacji, która wydarzyła się dosłownie sekundy temu, że nie widziałam sygnalizacji dopóki Pan egzaminator mi jej nie pokazał. Nadal nie wiem jak to się stało ale wypłakałam się i wykupiłam kolejny egzamin.
 Kolejne egzaminy - 3 - to kompletne porażki, których wogóle nie liczę, dlatego, że oblałam je na łuku, dla mnie nie istnieją. Sama sobie stworzyłam przeogromną presję, cały czas w głowie powtarzałam sobie "jak to będzie brzmieć, że zdałam za 2,3,4 razem", robiłam to nawet podczas egzaminu !! Szłam z beznadziejnym nastawieniem, że napewno nie zdam, że jestem za głupia, że napewno będzie beznadziejna pogoda i słaby egzaminator. I tak było. Właśnie przez negatywne nastawienie. Przyciągamy to o czym myślimy. Na wszystkich wspomnianych egzaminach stresowałam się niesamowicie, stres mnie wręcz paraliżował, zapominałam tak naprawdę wszystkiego i zamiast skupić się na tym co tu i teraz, wybiegałam w przyszłość, że napewno zrobię coś źle i powtarzałam w myślach każdy możliwy błąd jaki mogę popełnić. Tak naprawdę chciałam jak najszybciej skończyć egzamin. GŁUPOTA. Trafiałam nie fajnych egzaminatorów - albo tak mi się tylko wydaje, bo nie za wiele pamiętam z tamtych egzaminów (stres), miałam słabą pogodę np. deszcz. Oblałam te egzaminy SAMA NA WŁASNE ŻYCZENIE. Mogę zganiać na pogodę, egzaminatora, stres, ba nawet na instruktora ale to wszystko sama sobie przyciągłam, swoim beznadziejnym nastawieniem. Uwierzcie mi, że jeśli idziecie na egzamin z myślą, że "napewno nie zdam", "napewno zrobię taki i taki błąd" to nie zdacie. Na jazdach zauważyłam, że pomimo, że miałam przed nimi lekki stres (tylko na początku) to jak siadałam na miejsce kierowcy - stres odpuszczał, znikał, uciekał daleeeko. Samochód to dla mnie miejsce w którym nie ma miejsca na "może się uda", "może się zmieszczę", "może zdąże" i każde możliwe MOŻE. NIE! W samochodzie musimy być pewni na 100% i tak samo z nerwami. Samochód to nie miejsce w którym się denerwujesz. Dla mnie samochód kojarzy się ze spokojem i pewnością wszystkiego na 100% i to chciałam pokazać na piątym egzaminie.
 13.06.2019 WKOŃCU! Doczekałam się, moje wymarzone od dziecka prawo jazdy, wyczekana niezależność już jest moja. Nadal w to nie wierzę a minęły 3 dni. Pojechałam ze świetnym nastawieniem pewna swoich umiejętności, gotowa pokazać co potrafię. Osiągnełam cel, spełniłam swoje jedno z większych marzeń. Może od początku bo zaczęłam nie od tej strony haha - radość, duma poprostu, wybaczcie 😗
Po 4 egzaminie zdecydowałam o wykupieniu jazd u innego instruktora, po 1 i 2 egzaminie też to robiłam (po 3 chyba nie ale nie pamiętam) ale w szkole jazdy w której miałam kurs. A i jeszcze warto zaznaczyć, że między 4 egzaminem a 5 miałam przerwę chyba z 3 tygodnie ale wyszło mi to na dobre. Nie zmieniłam instruktora dlatego, że wcześniejszy był zły. Potrzebowałam zmiany, innego spojrzenia i chciałam zobaczyć jak będzie ze stresem przy kimś kompletnie obcym. I nie żałuję. To drugi instruktor dał mi mnóstwo wskazówek, które bardzo mi pomogły na egzaminie i to co najważniejsze - uwierzyłam w siebie. Pan z którym miałam jazdy, powiedział mi, na pierwszej jeździe, że to, że nie zdałam egzaminów nie wynika z braku moich umiejętności. Ja poprostu tak jak napisałam wcześniej sama tworzyłam sobie paraliżujący stres. Na jazdach nie stresowałam się kompletnie nic i wszystko mi wychodzilo. Wykupiłam sobie m.in. godzinę jazdy dzień przed egzaminem. Na koniec jazdy kiedy miałam już wychodzić z samochodu Instruktor powiedział mi, że mam uwierzyć w siebie. Nawet nie wiecie jak dało mi to do myślenia i jakiego dostałam kopa pewności siebie, pewności swoich umiejętności. Przez cały dzień o tym myślałam i zrozumiałam, że przecież ja umiem jeździć samochodem, umiem łuk, umiem parkować, ja to wszystko umiem. Pojechałam na egzamin pewna siebie, z genialnym nastawieniem, że zdam, że potrafię. Egzaminator mnie wywołał, przemiły starszy Pan, miałam genialną pogodę - 20 stopni, nie było zimno ani gorąco, zero deszczu, łuk idealnie bez stresu, wzniesienie pięknie, pomimo, że nie ćwiczyłam go dobry miesiąc jak nie więcej ale nie miałam nigdy z nim problemu. Czas na miasto, prosta trasa, praktycznie zero stresu. Pamiętajcie, że mały stres zawsze jest ale najważniejsze żeby był minimalny a nie paraliżujący. Najlepsze słowa jakie usłyszałam to "proszę skręcić w prawo" , "za zakrętem pierwsza brama w prawo" i "gratuluję". Ostatnie minuty egzaminu. Nie cieszyłam się do samego końca, dopiero jak wyszłam z samochodu, radość rozpierała mnie na tyle - teraz też mam banana na twarzy -, że odrazu wyjęłam telefon żeby zadzwonić do mojej Mamy, jak najszybciej przeszłam przez poczekalnie i dosyć głośno powiedziałam "ZDAŁAM!". Radość, duma, satysfakcja nie do opisania. Tak samo wzrok ludzi haha. Czekam teraz za "plasticzkiem" i już się nie mogę doczekać samodzielnej jazdy!
 Kocham jeździć samochodem od zawsze, jako pasażer oczywiście a od dziecka nie mogłam doczekać się kursu na prawo jazdy i wiedziałam, że jak skończę 18 lat to odrazu idę! Urodziny miałam w listopadzie a kurs zaczęłam w lutym. Pokochałam prowadzić samochód od pierwszej jazdy.
Chciałabym bardzo, żebyście się nie poddawali. Uwierzcie mi, że ja też usłyszałam parę przykrych słów np. że bezpieczniej będzie jak zrezygnuję. Myślicie, że się nimi nie przejęłam? Takie słowa są okropne i najgorsze jakie można powiedzieć osobie, która nie może zdać prawa jazdy bo samo to, że ma problem żeby je zdać jest cholernie przykre i ciężkie a takie słowa jeszcze dobijają. Ja na szczęście miałam wtedy osobę która mnie wspierała i to mega - nawet nie wiecie jak pomogło mi pisanie z tą osobą. Miałam myśli, żeby się poddać, oczywiście, po 3 egzaminie chyba się zaczęło ale w tamtym momencie byłam gotowa nie jechać na egzamin na który byłam zapisana. Bardzo przeżyłam to, że nie mogę zdać egzaminu, spełnić marzenia a ktoś jeszcze perfidnie mówi takie rzeczy. Pamiętam, że ten wieczór po pracy był okropny, nic nie jadłam i nie miałam na nic siły. Podobnie było po każdym niezdanym egzaminie. Poczucie, że jestem beznadziejna, za głupia i że to nie ma żadnego sensu. Tak ma praktycznie każdy kto nie może zdać. Normalne. Ale nie poddawałam się, za dużo razy w życiu odpuściłam. Postawiłam sobie cel to go spełnię prędzej czy później. Nie chciałam dawać satysfakcji zawistnym ludziom. Pomagałam sobie myślami ile już poświeciłam m.in. czasu, ile się nauczyłam i jak duży postęp zrobiłam przez te parę miesięcy, zdałam teorię i zdałam sobie sprawę, że nie chce tego zaprzepaścić. Chce osiągnąć to o czym marzę. Każdy oblany egzamin traktowałam jak porażkę, naprawdę nie róbcie tak. Pomyślcie sobie, że to tylko drobna rzecz, która nie wyszła a napewno wyjdzie następnym razem.
Proszę, nie poddawajcie się, uwierzcie w siebie i swoje umiejętności. Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorszymi kierowcami i że tylko dlatego, że nie zdaliście za 1 razem nie powinniście wyjeżdżać na drogi. To perfidne kłamstwo powtarzają tylko ludzie kompletnie nie mający pojęcia o czym mówią. To czy zdasz za 1 razem czy 5 nie oznacza jakim jesteś kierowcą i czy posiadasz umiejętności czy nie. Nie słuchajcie takich ludzi, nie dawajcie im satysfakcji. Oni mają poprostu problem ze sobą, nikt z nas nie jest gorszy. Uwierzcie w to proszę! Pamiętajcie też, że nic nie dzieje się bez powodu.
Prawo jazdy robicie dla siebie nie dla kogoś.
To Twoje życie i nikt go za Ciebie nie przeżyje więc po co marnować czas na przejmowanie się tym co pomyślą inni. Opinia innych ludzi jest kompletnie nieważna. Jeśli masz marzenia i nikogo nie ranisz spełniając je to to rób. To Twoje życie. Trzymam kciuki ^^
Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach, odpowiem ❤
*Post oczywiście nie ma na celu nikogo obrazić*
1

SERIALE I FILMY / NETFLIX / CZĘŚĆ 2 - FILMY

14 cze 2019

    Hej! Czas na 2 część polecanych przeze mnie filmów na Netflixie. Dzisiaj przedstawię Wam całą resztę filmów a następny post to już seriale! Zapraszam !
Zaczniemy od czegoś komediowego. Film opowiada o dwójce młodych asystentów, która ma już dosyć pracoholizmu swoich szefów i postanawia sprawić by ich przełożeni się w sobie zakochali a sami... Nie zdradzam! Naprawdę pozytywny film przy którym się uśmiałam, polecam każdemu. 
"6 balonów " to wzruszający film o troskliwej siostrze, która stara się zachować zimną krew, szukając w środku nocy centrum odwykowego dla brata uzależnionego od heroiny i zajmując się jego 2-letnią córką. Przy tym filmie uroiłam naprawdę dużo łez, przedstawia ogromną walkę z uzależnieniem od narkotyków. Bardzo polecam.
Fajny komediowy film, który opowiada o wysoko postawionej pracoholiczce, porzuconej przed ołtarzem. Kobieta nie rezygnuje z karaibskiej podróży poślubnej a zabiera w nią swojego dawno nie widzianego ojca. Film pokazuje, że każdą relacje można odbudować i, że z każdej sytuacji jest wyjście oraz to co jest moim mottem "nic nie dzieje się bez powodu". Naprawdę warty obejrzenia. 
"6 years" opowiada o parze młodych kochanków, którzy kończą studia i zaczynają myśleć o karierze, ich związek staje pod znakiem zapytania, kiedy okazuje się, że mają całkowicie inne plany. Piękny film pokazuje, że nie zawsze pomimo, że ludzie się kochają, mogą być razem. 
Ten film widział chyba już każdy ale nie mogłam o nim nie wspomnieć. Płakałam od samego początku do końca. Kocham zwierzęta i zawsze ogromnie się wzruszam oglądając filmy a nawet czytając o nich. "Mój przyjaciel Hachiko" opowiada o psie, który po śmierci swojego Pana daje znak swojej wierności - przez kilkanaście lat wyczekuje na niego w umówionym miejscu na stacji kolejowej. Wierzycie mi czy nie ale aktualnie mam "szklane" oczy i poleciała mi łezka. 
Życie pewnej studentki kręci się wokół imprez, kokainy i innych rozrywek. Gdy w końcu przytrafia się jej coś wartościowego, okazuje się, że bardzo łatwo może to stracić. Film pokazuje jak bardzo szybko możemy stracić coś na czym nam zależy i że nie zawsze możemy liczyć na "przyjaciół". 
Ostatnia propozycja w tym poście to "XOXO". Na festiwalu muzyki elektronicznej splatają się losy młodego DJ-a, jego wiernego kumpla, niepoprawnej romantyczki, skłóconej pary i żyjącego przeszłością malkontenta. Nie będę więcej pisać żeby nie zdradzić ale bardzo, bardzo polecam. 

To już wszystko na dziś, koniecznie napiszcie co oglądaliście a może polecacie coś innego ? Dziękuję bardzo za poświęcony czas i uwagę. Następny post to seriale! 






1

Letnia stylizacja i kilka przemyśleń.

10 cze 2019

Hej, Co myślicie o takiej letniej stylizacji? Wymyśliłam ją całkiem przypadkiem a mam wrażenie, że idealnie wpasowała się w klimat wakacyjny. Powiem Wam, że strasznie dobrze czułam się w takim połączeniu i nigdy nie przyszło mi do głowy żeby tak się ubrać. Biała koszula w połączeniu z szortami to "must-have". Do tego ramoneska i botki z perełkami. Czułam się w tej stylizacji genialnie! A Wy jaki macie styl? Co myślicie o mojej propozycji?
~
Kilka dni temu zauważyłam jakie cudowne statystyki były na tym blogu w 2017 roku. 2017 rok pod względem bloga był bardzo, bardzo dobry. Udzielałam się tu naprawdę dużo, Wasze zaangażowanie też było genialne. Zadaję sobie sama pytanie "co się później stało, dlaczego odpuściłam". Tak naprawdę mam wrażenie, że odpuściłam, poddałam się pod koniec roku 2017. Jestem zdziwiona i nie mam pojęcia co się stało. Nie chcę się przed Wami tłumaczyć bo nic nie mam na swoje usprawiedliwienie ale jedyne co mogę powiedzieć to, że 2018 rok był bardzo ale to bardzo słaby. Mamy połowę 2019 roku i też wcale nie była za fajna. Prawda jest taka, że zadręczałam się sprawami, które wogóle nie powinny zajmować mi głowy, na dodatek teraz doszło dużo myśli, które też odbierają mi radość itd więc nie będę Wam tu pisać żeby cieszyć się z małych rzeczy ani żadnych motywujących tekstów bo sama chyba teraz takich potrzebuję a napewno potrzebuję zająć czymś innym głowę. Nie chcę obiecać znowu, że TYM RAZEM NAPEWNO WRÓCIŁAM NA STAŁE, bo pisałam to tutaj mnóstwo razy i w większości nic z tego nie wychodziło i znowu mnie tu nie było ale jak widzicie blog cały czas jest, nie usunęłam go i nie mam zamiaru NIGDY tego zrobić. Blog od zawsze był moją odskocznią, założyłam go w 2015 roku w czerwcu czyli istnieje już 4 lata. Jest na nim mnóstwo wspomnień, głównie w postaci zdjęć. Wakacje, fajne chwile, naprawdę fajnie jest do tego wrócić i to jest coś za co najbardziej kocham internet - blog i instagram - za WSPOMNIENIA. W każdej chwili mogę tu wejść i powspominać. Myślę, że jak wkońcu sobie poradzę z tym wszystkim co mnie gnębi to będę mogła wrócić do pisania tekstów ze swoimi przemyśleniami ale aktualnie raczej takie się nie pojawią :( Bardzo chce wrócić na bloga, do sesji, do pisania regularnie bo ogromnie za tym tęsknie ale tak jak pisałam wyżej muszę najpierw wszystko sobie poukładać bo bardzo  nie chce Wam przekazywać złej energii i smutnego nastroju. Mam nadzieję, że zrozumiecie i że wkońcu się pozbieram i zajmę blogiem, bo szczerze tęsknie za Oliwią z 2017 roku. :D
Napiszcie co tam u Was!
Dziękuję, O. 
Ps. Meeeega tęskniłam!! <3 
6

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life